A
Negocjacje

Jak nie oddać 38% firmy za wcześnie

Autor Robert Mazur, Partner Zarządzający·12 listopada 2024·6 min czytania

Założyciele spółek technologicznych często wpadają w euforię, gdy widzą na ekranie laptopa pierwszą poważną propozycję inwestycyjną. Problem w tym, że 2 miliony złotych na koncie to tylko jedna strona medalu, a druga to ciche klauzule w term sheet. W Katowicach widzieliśmy już 14 przypadków, w których brak dyplomacji biznesowej na starcie doprowadził do odwołania prezesa w mniej niż 11 miesięcy od przelewu.

Pułapka pierwszej wyceny i matematyka rozwodnienia

Wielu założycieli w Polsce uważa, że oddanie 38% udziałów w pierwszej rundzie to standardowa cena za szybki wzrost. To błąd wynikający z braku twardych faktów na stole negocjacyjnym. Jeśli Twoja spółka jest wyceniana na 5,2 mln złotych przed inwestycją, a bierzesz 2 mln, musisz liczyć się z tym, że każdy kolejny krok będzie drastycznie ograniczał Twoje pole manewru. Inwestorzy często stosują mechanizmy, które w dokumentacji zajmują zaledwie 3 strony, ale w praktyce blokują każdą istotną decyzję zarządu bez ich wyraźnej zgody. (Swoją drogą, większość funduszy używa tego samego szablonu umowy od 2019 roku, zmieniając tylko kwoty).

Analizując 47 projektów, które przeszły przez nasze biuro przy ulicy Chorzowskiej 50, zauważyliśmy powtarzalny schemat. Założyciel skupia się na procentach widocznych w KRS, zapominając o uprawnieniach osobistych inwestora. Pieniądze lubią ciszę, więc fundusz rzadko chwali się tym, że przy 38% udziałów może wstawić swojego dyrektora operacyjnego z prawem weta do wydatków powyżej 14 tysięcy złotych. Taka szczelna struktura udziałów po stronie inwestora sprawia, że przestajesz być właścicielem, a stajesz się tylko wysoko opłacanym pracownikiem we własnym biurze.

Zamiast godzić się na pierwszą lepszą ofertę, warto sprawdzić alternatywne scenariusze rozwodnienia. W marcu 2023 roku jeden z naszych klientów z branży SaaS negocjował z funduszem przez 8 tygodni. Dzięki zmianie struktury transakcji na transze uzależnione od konkretnych wyników, zachował 12% więcej udziałów, niż pierwotnie zakładano. Gra o kontrolę polega na tym, by wiedzieć, kiedy powiedzieć 'nie' i poczekać na lepsze warunki. Pamiętaj, że raz oddanych udziałów prawie nigdy nie da się odzyskać bez gigantycznych nakładów finansowych.

Pieniądze lubią ciszę, ale udziały wymagają głośnych i twardych negocjacji już na samym początku drogi.
Pułapka pierwszej wyceny i matematyka rozwodnienia

Własność intelektualna jako główna karta przetargowa

W branży IT kod źródłowy to Twój najcenniejszy majątek, ale fundusze często próbują go przejąć za ułamek wartości. Standardowy zapis o przeniesieniu autorskich praw majątkowych na spółkę jest oczywisty, ale diabeł tkwi w szczegółach dotyczących licencji zwrotnych i pól eksploatacji. Widzieliśmy sytuację w Gliwicach, gdzie założyciel stracił prawo do korzystania z własnych bibliotek kodu w innych projektach, bo podpisał umowę bez analizy IP. To był błąd, który kosztował go około 85 tysięcy złotych przy próbie uruchomienia kolejnego biznesu dwa lata później.

Podczas rundy inwestycyjnej musisz wykazać, że Twoje IP jest zabezpieczone w 98,7%. Fundusz przeprowadzi audyt, który trwa zazwyczaj od 4 do 7 dni roboczych. Jeśli w Twoim zespole jest 5 programistów na umowach B2B, a każdy z nich ma inną treść zapisu o przeniesieniu praw, masz problem. My pomagamy uporządkować te kwestie, zanim dokumenty trafią do prawników inwestora. Czysta sytuacja prawna w repozytoriach na GitHubie to silniejszy argument w negocjacjach niż najbardziej optymistyczne wykresy w Excelu.

Inwestorzy cenią bezpieczeństwo bardziej niż obietnice zysku. Jeśli udowodnisz, że Twoja własność intelektualna ma szczelną strukturę, ich skłonność do ustępstw w kwestii udziałów rośnie. W październiku 2024 roku pracowaliśmy nad projektem dla software house'u, gdzie dzięki uporządkowaniu 23 umów z podwykonawcami, udało się podnieść wycenę spółki o blisko 19%. To są twarde fakty, które przekonują drugą stronę szybciej niż jakakolwiek inna argumentacja.

Zarząd i prawo weta – gdzie kończy się władza

Wiele osób myśli, że posiadanie 51% udziałów gwarantuje im pełną władzę. W świecie dyplomacji biznesowej to iluzja. Inwestor posiadający 38% może wpisać do umowy spółki listę spraw zastrzeżonych, które wymagają jednomyślności. Może to być zmiana wynagrodzenia kluczowych pracowników, zaciągnięcie leasingu na 3 samochody firmowe czy nawet wybór biura księgowego. W ten sposób, mimo większości w kapitałach, Twoja realna kontrola nad operacyjną stroną firmy zostaje ograniczona do minimum.

Nasz zespół składa się z 4 specjalistów, którzy codziennie analizują takie pułapki. Zdarzyło się nam widzieć umowę, w której fundusz miał prawo mianować przewodniczącego rady nadzorczej z decydującym głosem w przypadku remisu. To subtelny ruch, który w praktyce oddaje ster w ręce mniejszościowego udziałowca. Gra o kontrolę to nie tylko walka o procenty w tabeli, to przede wszystkim walka o treść regulaminu zarządu i statutu spółki. Bez szczelnej struktury prawnej, Twoja wizja rozwoju może zostać zablokowana w dowolnym momencie.

Skuteczne negocjacje wymagają zrozumienia psychologii inwestora. Fundusz chce zminimalizować ryzyko, ale Ty musisz chronić swoją autonomię. Dobrym rozwiązaniem jest wprowadzenie progów kwotowych dla decyzji wymagających zgody inwestora, które rosną wraz z przychodami firmy. Jeśli Twoje obroty przekraczają 120 tysięcy złotych miesięcznie, absurdalne byłoby proszenie inwestora o zgodę na zakup nowego serwera za 8 tysięcy. Ustalenie jasnych granic kompetencji to podstawa zdrowej relacji na lata.

Kontrola nad firmą kończy się tam, gdzie zaczyna się nieprecyzyjne prawo weta w umowie spółki.
Zarząd i prawo weta – gdzie kończy się władza

Strategia wyjścia i klauzule Drag-Along

Klauzule typu Drag-Along (prawo przyciągnięcia) to kolejny punkt, w którym założyciele tracą kontrolę nad przyszłością firmy. Jeśli inwestor znajdzie kupca na swoje 38%, może zmusić Cię do sprzedaży Twoich udziałów na tych samych warunkach. Może się to stać w momencie, gdy Ty uważasz, że firma jest warta 3 razy więcej. Bez odpowiedniego zabezpieczenia minimalnej ceny sprzedaży (tzw. floor price), zostajesz wypchnięty z własnego biznesu w najmniej odpowiednim momencie.

W Alians Dyplomacja Biznesowa zawsze doradzamy, by prawo przyciągnięcia było ograniczone czasowo lub finansowo. Przykładowo, inwestor może skorzystać z tego prawa dopiero po 3 latach od wejścia lub tylko wtedy, gdy cena za całą spółkę przekroczy ustalony próg, np. 16 mln złotych. To chroni Cię przed przedwczesnym 'exitem', który służy tylko funduszowi do domknięcia ich własnego cyklu inwestycyjnego. Takie twarde fakty w umowie budują Twoją pozycję negocjacyjną.

Ostatnim elementem są klauzule Tag-Along (prawo przyłączenia), które działają na Twoją korzyść. Jeśli inwestor sprzedaje swoje udziały, Ty masz prawo sprzedać swoje na tych samych, często bardzo atrakcyjnych warunkach. To mechanizm obronny, który sprawia, że nie zostaniesz w spółce z nowym, nieznanym partnerem, z którym nie masz wspólnej wizji. W 2022 roku pomogliśmy założycielowi z Katowic wyjść z inwestycji na warunkach, które były o 27% lepsze od rynkowych, właśnie dzięki dobrze sformułowanej klauzuli Tag-Along.